Blog > Komentarze do wpisu

WOJNA! BĘDĄ FORMATOWAĆ!

Wbrew twierdzeniom, że „Call Of Duty Modern Warfare 2” jest grą na jeden wieczór, ja gram już ponad tydzień. Zapewne dlatego, że zniechęcam się po kilkudziesięciu minutach strzelania i odkładam ją na bok (gdzież na dysku komputera jest bok?) nadal jeszcze nie ukończyłem kampanii singlowej.

Wyłaczając COD początkowo dochodziłem do wniosku, że gra jest po prostu przereklamowana, jednak przeczyły temu entuzjastyczne recenzje zarówno „branży” jak i znajomych graczy. Zacząłem więc winy za niechęć do CODMW2 szukać w sobie. I znalazłem.

Otóż przejadły mi się FPS-y.

To straszna wiadomość, ale pospieszna autopsychoanaliza wykazuje, że diagnoza jest prawdziwa. Pokochałem FPS-y w chwili, kiedy podpatrując kuzyna zapamiętałem, jak uruchomić z DOS-u „Castle Wolfenstein” na jego pececie, po czym zagrałem „i nie mogłem w nocy spać”, jak śpiewał poeta. Potem przeszedłem tradycyjną drogę każdego gracza, czyli „Doom”, „Quake” i kilka innych, aż oszalałem na punkcie „Medal Of Honor” na pierwszym Playstation, który wspaniale nawiązywał do najsłynniejszych filmów o II wojnie światowej. Potem pojawił się „Return To Castle Wolfenstein” i przeszedł do historii jako jedyna gra, którą przeszedłem do końca dwukrotnie. I potem jeszcze raz prawie do końca.

„Medal Of Honor Allied Assault” zmienił FPS-y, w których bohater zawsze był samotnym wojownikiem, przeważnie zaczynającym grę od skradania się z nożem do papieru, by nabierać umiejętności i uzbrojenia w trakcie misji. MOHAA zaczynał się od trzęsienia ziemi, by apogeum osiągnąć podczas lądowania w Normandii, fragmentu gry, który przeszedł do historii FPS-ów i nie tylko. Kolejne dodatki o odsłony MOH i COD podkręcały tempo, „Brothers In Arms” dodał elementy taktyczne, powstały dziesiątki mniej udanych kopii klasyków.

Tegoroczne „Wolfenstein” i CODMW2 przechodzę bardziej z przyzwyczajenia, niż z ciekawości, która niegdyś powodowała odkładanie snu i epickie wory pod oczami rano. Ciężko wytoczyć przeciwko tym grom jakieś zarzuty, oba tytuły są fantastycznie zrealizowane, Wolfenstein pozwala w klasyczny, FPS-owy sposób samodzielnie uratować świat przed kilkoma dywizjami nazistowskich monstrów z innego wymiaru, COD zaś tak niesamowicie zaś podkręca tempo gry, że od biegania po cyfrowym polu bitwy nogi mnie bolą i mam bąble na palcu wskazującym od strzelania.

A mnie adrenalina skacze tylko wtedy, kiedy piwo wyleje się na klawiaturę.

Czyli FPS-y się przejadły i czas na przerwę. Szukam zatem adrenaliny pośród gatunków, których zawsze unikałem. Ściągam dema znienawidzonych strategii (do testów stają gry z serii Total War), wyścigów (NFS Shift) i może spróbuję ultraznienawidzonych gier, w których ogląda się plecy postaci. W ostateczności będę układał pasjansa i z pąsami na dziobie rozwiązywał sudoku.

Może nagle się okaże, że mam do odrobienia zaległości z ćwierćwiecza w którejś z wyżej wymienionych kategorii.

Miałem napisać w kilku słowach o tym, że nie zakochałem się w nowym COD, a tu popłynął potok wspomnień, który przeważnie ma miejsce podczas spotkań połączonych z degustacją z kolegami z mojego rocznika. Zaczynamy od wspomnień emocji związanych z wgrywaniem gier z kaset do pamięci Commodore, a kończymy… gdzieś tak na początku tego wieku, bo wtedy też emocje zaczęły przygasać.

Temat rzeka i to porządnie wzburzona. Można by wiele napisać, ale ściągnięte dema czekają.

niedziela, 22 listopada 2009, wawrzyniec_prusky

Polecane wpisy

  • KRESKĄ I RYKOSZETEM

    Gry komputerowe trafiają czasem do działu "kultura", nie spotkałem się jednak nigdy z omówieniem gry w dziale "sztuka" i zapewne stan ten nigdy nie ulegnie zmia

  • STRIELOK

    Trwało to kilka weekendowych nocek, ale udało mi się przebrnąć przez S.T.A.L.K.E.R-a Cień Czarnobyla z modem Complete Mod 2009. Rewelacja. Dawno tak mnie nie wc

  • PRUSKIE SZCZELBY

    Zgodnie z zapowiedzią, rozczarowany FPS-ami, rzuciłem się na poszukiwania nowych wyzwań w przepastnym uniwersum gier komputerowych. Zanim jednak sięgnąłem po ni

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: ardyzda, *.ssp.dialog.net.pl
2009/11/22 23:10:05
z przyjemnych gier gdzie możemy pooglądać plecy i zgrabne przyległości bohaterki to bym polecał Beyond Good & Evil (bajkowe trochę) , lub w wersji męskiej Prince of Persia ( całkowicie bezstresowa część ostatnia).
zawsze są jeszcze RPGi
-
2009/11/23 21:53:28
Omatko. A gdzież Max Payne i atmosfera, którą idzie nożem ciąć?!
-
Gość: arseonist, 82.160.222.*
2009/12/06 19:35:53
Mimo zachwytów pismaków, Beyond Good and Evil odradzam, próbowałem sam i wiem czemu gra sprzedała się marnie. Tylko prasowe wygi mogą docenić coś takiego. Sam szarpię w FPSy już kawał czasu i też czuję, że już nie ma tego dreszczyku co dawniej. Bo ile można. Ale gram dalej, bo to ciągle niezła zabawa. A dema? Dobra rzecz. Onegdaj potrafiłem przy jednym demie spędzić naprawdę masę czasu. Jeśli się jest ojcem i mężem, tym bardziej takie demko starcza na naprawdę długo. Z wojennych FPSów ostatnio zaliczyłem Bad Company i Call of Duty: World at War. Ten drugi podobał mi się dużo bardziej, ale faktem jest że jakoś niespecjalnie kręcą mnie wojenne shootery. Co innego wspomniany Wolfenstein. W takiej formie tego typu strzelanki są naprawdę ciakawe. Sam Return to Castle Wolfenstein tez zaliczylem dwa razy. Pozdrawiam Wawrzynca-gracza.
-
Gość: trzekas, 193.24.14.*
2009/12/08 14:58:29
No tak, Wawrzyńcze, te skróty wyglądają znajomo.... COD.... MOH .... kolejne edycje... i ani męża do pomocy w domu nie zapędzę, ani syna, bo w naszym komputerze tylko wojna i wojna.
Co za los.
-
Gość: Aga, *.asfd.cable.ntl.com
2009/12/13 19:44:20
Sprobuj Warcrafta. Warto