Blog > Komentarze do wpisu

KOTU BIJE DZWON 2

Tośmy pojechali w składzie: Ja za kierownicą, Dziedzic na pasażerze i Kot w uścisku, bo nie mamy klatki do przewozu kota. Wyszło średnio, bo Dziedzic obawia się (słusznie) zanadto Kota ścisnąć, Kot zaś obawia się jazdy samochodem i próbuje się z uścisku uwolnić, a że jest niedostatecznie uściśnięty, uwalnia się skutecznie i zaczyna łazić po samochodzie. Żeby było zabawniej, Kota niepokoi chyba cel naszych przejażdżek, więc lubi spoglądać w kierunku jazdy, czyli tam, gdzie spoglądam ja. A to oznacza że włazi mi na łeb lub kierownicę powodując dyskomfort związany z niedowidzeniem przez nieprzezroczystego Kota.

 

Ale dojechaliśmy, bo ja z natury jestem niedowidzący i jeżdżę na pamięć.

Na parkingu przed gabinetem weterynarza zdarzył nam się jeszcze zabawny incydent, gdyż z zaparkowanego obok samochodu wysiadł pies i przestraszył się naszego kota reagując ujadaniem, co z kolei spłoszyło naszego dachowca, który z braku dachu wspiął się na najwyższy punkt mnie i wczepił pazurami w moje zwichrzone dachówki. Próba odczepienia Kota spełzła na niczym, gdyż bestia użyła haczykowatości pazurów, a nie chciałem użyć nadmiernej siły, żeby jeszcze bardziej Kota nie sponiewierać i nie pogorszyć jego agonalnego stanu. Rezygnując czasowo z godności i przystojności wkroczyłem do poczekalni z miauczącym Kotem na głowie oraz miauczącym Dziedzicem u boku, który rozpaczał, że nie ma telefonu i nie może zrobić kompromitującego zdjęcia.

Obsługa zakładu przyjęła widok kota z przyczepionym pod spodem człowiekiem ze zrozumieniem, widać nie takie akcje widywali. Zgromadzeni w poczekalni przyjęli obrazek z życzliwymi uśmiechami i kilkoma parsknięciami, które jak sądzę, spowodowane były nieżytem górnych dróg oddechowych. Zgłosiłem chęć przebadania kota i usiadłem w poczekalni, Kot zaś po chwili, wybaczcie dwuznaczność, spuścił mi się na kolana.

Kiedy nadeszła nasza kolej oddaliśmy Kota w ręce lekarki, która wymiąchała zwierza i stwierdziła brak widocznych uszkodzeń oraz zaleciła zrobienie zdjęć rentgenowskich. Aby było to możliwe, należało obniżyć ruchliwość kota poprzez zaaplikowania Głupiego Jasia. Odmówiłem, gdyż prowadziłem auto. Okazało się, że Głupi Jaś to nie to samo co Jaś Wędrowniczek, a poza tym zgodnie z regulaminem placówki środki odurzające należą się Kotu, nie mnie. Rozczarowany wróciłem do poczekalni.

W poczekalni spotkało nas zaskoczenie. Otóż spodziewaliśmy się, że Kot oklapnie i zaprezentuje klasyczną zwiechę pod wpływem środka i początkowo tak to wyglądało, gdyż zwierz wbił wzrok w but Dziedzica i wypuścił strużkę śliny z pyska. Chcieliśmy wytrzeć mu gębę kawałkiem zielonego papieru, ale nasz naćpany podopieczny był już w innym wymiarze i uznał, że Wielki Zielony Pies chce mu odgryźć łeb, więc miast usnąć wystrzelił przed siebie.

Po chwili konsternacji rzuciliśmy się w pogoń, co oczekujący w poczekalni przyjęli z życzliwymi uśmiechami, choć zdarzyły się także parsknięcia wskazujące na nawrót nieżytu. Tymczasem ogłupiały Kot rykoszetował od ścian umykając przed hordą kotożerców skutecznie unikając pogoni i stawiając pod znakiem zapytania powagę kontuzji, z którą został przywieziony. W końcu utknął za śmietnikiem, skąd wydłubaliśmy go nie bez trudu i odstawiliśmy bryzgającego śliną z paszczy pod aparat rentgenowski.

- Koty tak reagują na stres – wyjaśniła pani weterynarz w odpowiedzi na moje gorączkowe wyjaśnienia, że zwierzę jest karmione i to na pewno nie jest reakcja na widok będącej w ofercie karmy. Kot potwierdził wysoki poziom stresu obryzgując mnie gejzerem wydzielin, po czym ostatecznie wyzionął ducha na czas określony  i pozwolił się sfotografować.

Wyszliśmy do poczekalni z ociekającym stresem kotem. Korzystając z nieprzytomności pacjenta wytarliśmy go zielonym papierem, doprowadziliśmy zwłoki do względnej elegancji i siebie do względnej suchości, nim zaczął wracać do żywych, co nastąpiło po kilku minutach. Kot przeciągnął się, rozejrzał lekko skołowanym wzrokiem po okolicy zaskoczony nieco scenografią, usiłując najwyraźniej bezskutecznie przypomnieć sobie, z kim wczoraj pił i jak tu trafił.

Uchyliły się drzwi gabinetu, pojawiła się pani weterynarz.

Kot sobie przypomniał.

Stres obryzgał całą poczekalnię.

PS. Kot się wylizał, ze stresu i z kontuzji, której nie udało się ostatecznie dokładnie zdiagnozować, ale udało się uleczyć. Staramy się Kota nie stresować, bo się suche szmaty w naszej części miasta pokończyły. 

 

piątek, 05 kwietnia 2013, wawrzyniec_prusky

Polecane wpisy

  • NOC NA ZIEMI

    W zeszły piątek miała miejsce taka sytuacja, żem pochwycił kota w pasie i ściągnąłem go z fotela, a kot na to zaczął złorzeczyć głośniej, niż ma w zwyczaju przy

  • OGNIU, KROCZ ZA MNĄ

    Podjąwszy próbę analizy wewnętrznej dochodzę do wniosku, że grillować lubiłem wyłącznie dlatego, że cieszyło mnie zabawianie się ogniem. Lata temu podtrzymując

  • PRZYGODY MOCARNEJ KOŃCZYNY

    Zło nadeszło niespodziewanie, pewnego mrocznego popołudnia, kiedyśmy oczekiwali w Buraczanym na MŻonkę, która udała się do sklepu spożywczego po paszę dla rodzi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Gupi, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/04/05 15:09:19
Transport kota jest prosty, jak sie zna zasady. Ażeby kot zwisł jak należy - potrzebne jest uderzenie kota łopatą od śniegu. Musi być szeroka na tyle, żeby kota potem zgarnąć jednym zgrabnym (kocim) ruchem, tak, aby kocie kończyny nie wystawały zanadto poza obrys łopaty. W transporcie nalezy uchylić okno, żeby trzonek od łopaty wysunął się na zewnątrz i nie zahaczał o kierownicę.
-
2013/04/05 15:23:54
Kota owija się ręcznikiem ciasno! by mu tylko głowa wystawała a przednie łapy były pod brzuchem, nie ucieka i można go przytrzymać bez dodatkowych sznytów :)
-
Gość: Karola, 130.138.227.*
2013/04/05 15:54:57
a może kupić transporter :)
-
Gość: ds, 217.195.21.*
2013/04/05 16:47:40
strużkę śliny, błagam, stróżka to jest kobieta-stróż...
-
2013/04/05 17:23:37
tak ja też uważam, że czas zainwestować w transporterek albo poprosić przy kolejnej wizycie weta o pokazanie chwytu kociego czyli specjalnego trzymania łap przednich i tylnych czego nie trzeba robić mocno a kot nie ma szans się wyrwać. Nie wytłumaczę tego ale lekarz pokaże :))

Uśmiałam się .... a takie cuda z poczekalni to znam bo bywam z moją królicą dosyć często i faktycznie cuda widuję. Najbardziej mnie ubawiła jak dotąd świnka morska która podczas badania ugryzła lekarkę i potem jej nikt nie chciał badać kolejnego dnia ;D
-
Gość: Kinga, *.tktelekom.pl
2013/04/05 17:43:26
Raz musiałam pojechać z kotem sama i bydlę wskoczyło mi nagle na kierownicę. Było to na zakręcie. Pod ciężarem kota na kierownicy skręt kół zrobił się jeszcze większy i walnęłam w znak drogowy. Nigdy więcej nie przewiozę kota "luzem". Wydawało mi się, że mam do weterynarza blisko, w dodatku "opłotkami" (droga polna i kawałek po płytach), a jego zaintrygował dyndający w stacyjce kluczyk i na niego zapolował...
-
Gość: Marianna, *.wroclaw.vectranet.pl
2013/04/05 19:47:42
Sorry, dla kogoś kto ma koty niefajne. Pierwszy raz ani się nie zachwyciłam, ani nie pośmiałam. Przecież ten kot cierpi, z braku debilnego transportera za 60zł.
A jakby miał coś pęknięte to fajnie? Odebrało mi poczucie humoru, bo wpis nie jest fajny.
To był dzień kociego cierpienia, strachu, dobrze,że nie tragedii.
Wawrzyńce NIE, nie takie wpisy, nie takie traktowanie zwierzyny. Szkoda :(
-
2013/04/05 19:48:53
Nie dodałeś istotnej informacji, ile to wszystko kosztowało? Ale kto bogatemu zabroni...?
-
Gość: Ostryga, *.adsl.inetia.pl
2013/04/05 22:34:40
Jak będę musiał przewieźć do zwierzęcego doktora krowę albo kozę to wezmę Cię do pomocy. Zrobimy jazdę w poczekalni.
-
Gość: Kaliphast, *.centertel.pl
2013/04/06 01:05:33
@Marianna
Droga Marianno, nie frasuj się. Przecież Wawrzyńca należy dzielić przez 100, pierwiastkować i co tam bądź, a i tak nie wiadomo, czy w końcu się prawdy dociecze :] Ja się uśmiałem, gdyż wiele razy przeżyłem podróże z moją suczką tramwajem do weterynarza - raz nawet w towarzystwie panów dresików legionistów, którym się bardzo Balbinka spodobała - a zatem nieco więcej dystansu do Wawrzyńca i do siebie :]
-
Gość: ronjo, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/04/06 01:58:38
Ja myslę, że on się zakochał. Wiosna co prawda o nas zapomniała, lecz koci instynkt czuje, że to już... Więc chłopaczyna dręczony powstrzymywaną (przez aurę) chucią niedomaga na zdrowiu... :)
-
Gość: ika, *.dynamic.chello.pl
2013/04/06 08:47:05
Marianno ja mam kota Morfeusza i mnie się wpis podobał więc proszę nie uogólniać. Poza tym zalecam trochę dystansu i współczuję braku poczucia humoru.
-
2013/04/06 15:03:14
A ja mam kilka kotów i jeszcze więcej doświadczeń. Fakt, nie są to koty mobilne, przynajmniej jeśli chodzi o podróże samochodem, ale mam 3 sprawdzone i tanie sposoby na transport kota na krótkich odcinkach:
1. kosz piknikowy z wikliny - wsadzamy tam szmatkę antystresową, kota, zamykamy wieka i a) przytrzymujemy b) (opcja bardziej bezpieczna dla człeka i przede wszystkim zwierza) zabezpieczamy np drucikiem. Kot może protestować, ale ma tlen i bezpieczne miejsce.
2) karton - robimy w nim dziurki, dużo, ale małych, by zwierz nie mógł za bardzo wystawiać kończyn, wsadzamy szmatkę i kota, na koniec wiążemy paczkę i gotowe:)
3) szelki i smycz - gdy kot ma klaustrofobię możemy go ubrać w szelki posadzić pasażerowi na kolana, wręczamy smycz i kazać trzymać cokolwiek się będzie działo. Kot (jeśli lubi) spokojnie może się rozglądać, a my mamy pewność (w każdej opcji), że nie przyblokuje nam pedału hamulca w strategicznym momencie podróży.

Pozdrawiam Wawrzyńcze. Pisz, pisz nam częściej!
-
wawrzyniec_prusky
2013/04/06 23:24:23
@ds - stróżka - kobieta-stróż - zanotowałem ;-)
@Marianna - nigdy nie pretendowałem do bycia wzorcem cnót, nie daj się zwieść słowu pisanemu
-
Gość: gosia, *.centertel.pl
2013/04/07 17:46:13
a mnie się wydaje,że najskuteczniejszym lekarstwem dla kota byłaby kotka albo i dwie.Jak to mówią nieszczęścia chodzą parami tfu...stadami a przy okazji ile inspiracji dla Wawrzyńca i radości dla czytelnikow wawrzyńcowego bloga
-
2013/04/08 15:14:10
Taaak, proszę o więcej. Jesteś Wawrzyńcze w formie, o czym świadczy straszliwy nieżyt górnych dróg oddechowych połączony z obfotym łzawieniem ;) Współczuję Dziedzicowi, że nie uwiecznił tego triumfalnego wejścia do przychodni :)
-
ramiton
2013/04/08 19:53:17
Wawrzyniec, nie ociągaj się i pisz częściej. To najlepszy wpis, zupełnie jak za pięknych czasów Twojego grasowania po blogosferze Onetu.
-
2013/04/09 14:38:24
człowiek z kotem na głowie. Nikt go nie poratuje nikt mu nic nie powie. Tylko się każdy gapi. Tylko się każdy gapi i nic.
-
Gość: Kachna, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/04/12 10:31:17
Z całym szacunkiem i życzliwością - Marianna ma niestety rację.....
Mając zwierzaka - przyjmujemy za niego odpowiedzialność - więc inwestycje np. w transporterek "jakiniebądź" też....
Chroni to przed niefajnymi przygodami i futrzaka i opiekuna.

Pozdrawiam czytająca od kilku lat
-
2013/04/30 09:02:33
Nie stwierdzono urazu? Może po prostu za mocno go wykręciłeś po praniu? Pamiętaj, kota się nie wykręca. O wirowaniu nigdzie mowy nie było, więc chyba można..
-
Gość: Ola, *.petrus.pl
2013/05/10 20:03:52
Matuniu, jak to czytałam, to jako żywe stanęły mi przed oczyma obrazy z mojej wizyty u weterynarza. Znaczy nie mojej, tylko mego burka podwórkowego. Burek wtedy jeszcze burkiem dziecięciem był, czyli szczeniakiem (jakby kto nie wiedział). Se byłam u Rodziców i ten mój kundel zaległ nagle w jednym miejscu, leżał po prostu w słońcu, jęzor miał wywalony, dyszał, ciężko oddychał, rzęził ... . Wszyscy mnie zaczęli straszyć, że on zdycha - a objawy faktycznie na to wskazywały. Matko jedyna, ja wzięłam tę psią niebogę, na dwóch kołach i z piskiem opon jechałam do weterynarza, całą drogę ryczałam, biegłam z tym psiakiem do weterynarii. Pan weterynarz już w efekcie nie wiedział, kto hospitalizacji wymaga. Zbadał, wytarmosił mojego już Prawie Zdechłego Psa. W końcu dał mu miseczkę z wodą, napoił i to było to. Psu się po prostu w tych upałach pić chciało. Pies odżył. Pięć dych weterynarz skasował za wizytę. 150 złotych zapłaciłam za mandat, bo w tej histerii swej zaparkowałam na chodniku. Więc taka rada, zanim ruszycie ze zwierzakiem na ojom - spróbujcie go napoić!
-
Gość: gosia, *.centertel.pl
2013/05/13 20:45:27
Wawrzyńcze Ty jeden.... pisz bo jak ten dzwon będzie tak kota bił to go w końcu zabije!!! i nici z opluwania monitorow, nieekontrolowanych wybuchow śmiechu i znaczących pukań w czoło postronnych.
-
Gość: Sylon, *.play-internet.pl
2013/12/17 03:36:21
Ech, spłakałam się jak bóbr... Ta wizja, ta wizja. Notabene, byłam ostatnio z własnym kotem u weterynarza, wiecie, transporter, chwyt, szelki kocie, doświadczenie, taaa... Kot wyprysnął pod sufit na widok strzykawki i wydał z siebie ryk tyranozaura, na co weterynarz: a to może innym razem... ALe komplement to dla Wawrzyńca wielki, że kot szuka schronienia na jego głowie/kolanach/twarzy. Wiadomo, że koty nie uciekają byle gdzie, tylko tam, gdzie czują się bezpieczne. Pozdrawiam Marianno.