piątek, 28 stycznia 2011

Ciotka Jadwiga jeszcze nigdy nie była tak wściekła, jak tego grudniowego przedpołudnia, kiedy to Mieczysław zepsuł wszystko swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem. Ciotka nigdy nie przepadała za błazeństwami, a już zwłaszcza tak niespodziewanymi, zacisnęła więc pięści, poczerwieniała na twarzy i już miała ze złości zalać się łzami, kiedy okazało się, że wszystkie łzy wypłakała w ciągu ostatnich trzech dni i nie jest w stanie uronić ani jednej więcej. Stała więc i bezsilnie obserwowała, jak pomieszczenie błyskawicznie pustoszeje i myślała o zmarnowanych przygotowaniach, gorączkowo zamawianych potrawach i wynajętej sali, a przede wszystkim o potwornym wstydzie i niepokojącym przeczuciu, że całe to żenujące zdarzenie przez lata będzie omawiane przez całą rodzinę – oczywiście bez jej udziału – i z szanowanej ciotki zrobi z niej pośmiewisko.

Stała więc ugniatając pięścią kołnierz czarnego płaszcza i patrzyła, jak zdezorientowany Mieczysław próbuje wydostać się ze stojącej na katafalku trumny, rozglądając się z durną miną po kaplicy.

- Patrz mama, nawet swoje umarcie spieprzył.

Jadwiga drgnęła przestraszona, po czym syknęła na syna, który obojętnie przyglądał się zza jej pleców akrobacjom ojca usiłującego zejść na ziemię. Podeszli, by mu pomóc, bo kolejny śmiertelny wypadek w tym momencie nie mógł już uratować uroczystości. Krzyki i piski uciekających w stronę bramy cmentarza kuzynek, stryjków, babć oddalały się uświadamiając im smutną prawdę, że pogrzeb zdecydowanie się nie udał (...)

Krzysztof Varga ma na koncie książkę "45 pomysłów na powieść", składającą się z 45 fragmentów prozy, której być może nie chciał rozwijać. Rozważam wydanie książki zatytułowanej "30 zmarnowanych początków powieści", bo po wymyśleniu pierwszej sceny dalsze pisanie przestaje mnie interesować.

Dlatego też nie dowiemy się, dlaczego Mieczysław znalazł się w trumnie i czy udało się go ponownie do niej wtłoczyć. Przynajmniej do momentu, aż odkryję rozkosz wymyślania zakończeń i środków książek.

21:02, wawrzyniec_prusky , Książki
Link Komentarze (19) »
czwartek, 27 stycznia 2011

Jako bonus - zagadka. Znajdź szczegół, który nie pasuje.

20:55, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (7) »
wtorek, 25 stycznia 2011

Dwa dni po opublikowaniu tekstu kąśliwego tekstu o organizacji koncertu w Gorzowie Wlkp. otrzymałem taki komentarz:

Panie Wawrzyńcu, aby pisać poradniki, trzeba znać realia oraz uzgodnienia z Artystą. Mianowicie z Artystką zostało uzgodnione, że są wymagane, również miejsca siedzące, Dlaczego? Dlatego, że na koncerty Ani przychodzą również kobiety w ciąży, osoby starsze, które nie są w stanie, bądź nie mogą wystać 1,5 godziny do 2 godzin na nogach. Publiczność sobie doskonale poradziła z tym problemem i z moich obserwacji wynika że bawili się Doskonale. Zawsze się znajdzie osoba niezadowolona jak Pan, lecz są to tylko jednostki, całe szczęście mały odsetek tych którzy są innego zdania. U nas są dwie wersje koncertu, albo stojący, albo siedzący, opcji mieszanych nie praktykujemy i też była to dla nas nowa sytuacja, aczkolwiek warunki bhp mają pewne wymogi i w związku z nimi np. nie mogliśmy ustawić krzeseł z tyłu. Tacy jak Pan są specjalistami od wszystkiego, piszecie mówicie o każdej dziedzinie życia, biznesu, rządzenia, leczenia , a nawet jesteście niezłymi organizatorami, wręcz doskonałymi. Znacie wszystkie tajniki organizacyjne, psychologie tłumu, warunki BHP, Zasady i współprace z urzędami miejskimi, dlatego zapraszamy do współpracy np. przy dniach Gorzowa , potrzebujemy zdolnych energicznych wolontariuszy.

Dziennikarstwem obywatelskim się nie zajmuję, więc nie zadałem sobie trudu zebrania opinii wszystkich stron, co jak widać było błędem, bo pokąsałem niewinnych, za co serdecznie przepraszam. Ponieważ Ania Dąbrowska z tym niezręcznym układem wyraźnie walczyła, przez myśl mi nie przeszło, że sama sobie ten dyskomfort zafundowała, tym bardziej że szukając jakiegoś fragmentu koncertu A.D. na youtube kilka imprez zobaczyłem i nigdzie nie zauważyłem fortecy z krzeseł przed sceną.

W tej sytuacji pozostaje mi spróbować jednak dziennikarstwa obywatelskiego i zastosować się do zasad rzetelnego i obiektywnego badania sprawy (a nie palę się do takiej tematyki), albo sobie odpuścić kąsanie.

Choć temat nie jest chyba godzien angażowania się, ale nieostrożnym pisaniem kogoś zraniłem, trzeba go zamknąć jakąś konkluzją, więc poszukam kontaktu i zapytam stronę przeciwną, czy faktycznie tak to miało wyglądać.

Co do Dni Gorzowa, to wjechał mi Pan na ambicję. Do roli zdolnego wolontariusza się nie nadaję, ale kilka rzeczy w życiu organizowałem, więc oddam się rozmyślaniom, jak tą zacną imprezę wzbogacić przez wkład własny.

  

15:47, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (8) »
niedziela, 23 stycznia 2011

Dysponując salą, sceną, nagłośnieniem, wszelkimi organizacyjnymi i technicznymi środkami drogi Organizatorze, musisz wykazać się inwencją, aby zawiesić wysoko poprzeczkę zarówno artyście, jak i publiczności. Wystarczy jednak się rozejrzeć, aby odnaleźć kilka przydatnych gadżetów. Możesz przykładowo wykorzystać do tego celu kilkadziesiąt krzeseł i dzięki umiejętnemu rozstawieniu zniweczyć dość skutecznie wysiłki zarówno Artysty, jak i Publiki.

Krzesła musisz rozstawić w następujący sposób:

1) Strefa A - co najmniej 5 metrów wolnej przestrzeni pomiędzy sceną, a pierwszym rzędem krzeseł,

2) Strefa B - około 8-10 rzędów krzeseł na szerokość sali, z wąskimi pasami przestrzeni na przejście

3) Strefa C - strefa największa, czyli przestrzeń od krzeseł do końca sali.

Dzięki takiemu ustawieniu Szanowny Organizatorze osiągniesz następujące efekty już od pierwszego kawałka koncertu:

1) nikt nie odważy się wejść do strefy A i stanąć pod sceną, bo będzie zasłaniał siedzącym w strefie B. Ponadto trzeba sporo odwagi, by samemu stanąć pod sceną i dać impuls pozostałym, więc zapewne żaden twardziel się nie znajdzie,

2) nikt ze strefy B nie odważy się wstać pierwszy z krzesła, bo także będzie zasłaniał pozostałym, a poza tym jedna stojąca i bujająca się osoba, nawet w półmroku, rzuca się w oczy. Szansa, że w strefie B znajdzie się osoba na tyle bezkompromisowa, żeby wstać, równa się niemal zeru

3) strefa C jest na tyle odległa i odgrodzona od sceny, że nie może wpływać skutecznie na klimat koncertu, więc nie trzeba się nią przejmować.

Oczywiście Artysta będzie przeżywać katusze śpiewając do oddzielającej go pustej fosy strefy A i dostrzegając w półmroku przykutych do krzeseł rezydentów strefy B. Większość ze strefy C już tylko słyszy, ale są daleko, więc się nie liczą. Niestety sfrustrowany Artysta będzie prawdopodobnie walczył i mniej więcej w połowie koncertu poprosi, żeby ktoś jednak podszedł pod scenę i zapewne kilkanaście osób przełamie nieśmiałość i przejdzie pod scenę, ale nadal będzie drętwo. Po godzinie grania przebiegły artysta może wydać rozkaz tym ze strefy B, żeby wstali i niestety oni z pewnością z dużą ulgą poderwą się na nogi, więc niestety końcówka imprezy przebiegnie już normalnie.

Aby zapobiec takim sytuacjom możesz Organizatorze sięgnąć po część drugą mojego poradnika dla zaawansowanych, w którym  dowiesz się, jak utrudnić wstawanie poprzez użycie krzeseł z blatami, jak oświetlić publiczność, żeby nie czuła się zbyt anonimowo i się zanadto nie wyluzowała oraz komu rozdać darmowe bilety, żeby zrobiło się drętwo do samego końca.

Poradnik opracowano na podstawie eksperymentu przeprowadzonego w trakcie koncertu Ani Dąbrowskiej w Gorzowie Wielkopolskim w dniu 22.01.2011r., w trakcie którego odnotowano bardzo efektywne utrudnianie dobrej zabawy przy minimalnych nakładach wysiłku ze strony Organizatora. Upór artystki i pozytywna reakcja publiczności uniemożliwiły pełny sukces, ale efekt zmyślnego rozstawienia krzeseł jest wielce obiecujący.

19:57, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (4) »
czwartek, 20 stycznia 2011

Niniejszy wpis ma na celu potwierdzenie, że żyję i nie porzuciłem tego bloga. Zastój jest chwilowy, spowodowany przyczynami, bo jakże by inaczej, ale i wyczuwam pozytywne skutki tegoż zastoju, bo mnie mózg swędzi i coś tam zaczyna kiełkować, tak jakby zalążek ochoty.

Póki co jednak oddaję się wieczornej regeneracji. Przed doskonałą okazją do wyrzucenia z siebie jadu i żółci, jaką jest lżenie i wyszydzanie przeciwników polskich szczypiornistów, zaaplikowalim sobie z dziećmi film "Legendy sowiego królestwa". Szczerze mówiąc zamierzałem się niepostrzeżenie zdrzemnąć dzięki umiejętnościom nabytym w trakcie wieloletniech zmagań z systemem edukacji, które pozwalają mi spać i jednocześnie wyglądać na bardzo ożywionego. Czasem zdradza mnie pochrapywanie, ale bronię się, że tylko sapię z podniecenia.

Wracając do sów.

Jużem oko przymykał, kiedy na ekran wjechała sowia rodzina i oko mię się otwarło. Trochę z powodu urody graficznej sów, trochę zaś na skutek sceny, za przeproszeniem, zwymiotowania przez sowie maleństwo resztek myszki czyli skórki i kostek. Nawet to zabawne było, bo sówce oczka wychodziły podczas tej czynności, ale też poczułem się zobowiązany do kontrolowania, czy domniemana bajka nie zamieni się zaraz w jatkę w stylu gore z rozciąganiem jelita cienkiego po lesie.

Nic takiego nie nastąpiło, choć mroczne momenty były. Sen mi przeszedł definitywnie przy scenie lotu przez deszcz (w HD wygląda to obłędnie, żałuję że nie widziałem 3D) z wokalem Lisy Gerrard w tle. Ciary (trzeba kliknąć w "obejrzyj na youtube", bo ktoś sobie nie życzył wklejania na strony)

Trzeba też jednak uczciwie powiedzieć, że gdyby telezakupy Mango puścili z muzyką Lisy to pewnie już bym miał w domu zestaw patelni do smażenia ryb tropikalnych, pomkę do piłek plażowych napędzaną elektrownią wodną i narzędzie do ćwiczeń mięśni brzucha do samochodu.

A potem dowalili jeszcze sowę lecącą wśród płomieni z klasycznym Dead Can Dance dla wzmocnienia efektu i tu już byłem naprawdę poruszony.

Wizualnie świetna bajka. Historia standardowa, ale zęby nie bolą od schematów jak w filmach dla dorosłych.

Kończę, bo miałem tylko napisać, że żyję, a tu o sowach się rozpisuję. 

22:22, wawrzyniec_prusky , Film
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2