niedziela, 28 marca 2010

Poszliśmy sobie dziś z Dziedzicem na żużel. Trochę się zdziwiłem, bo po wielkiej miłości do żużla, jaką zapałał mój syn w wieku lat dwóch, nie zostało już nic. W końcu sześciolatkowie nie kochają się już w polewaczkach i traktorach, odkąd wiedzą, co to transformersi. A nasze miejscowe, stadionowe traktory nijak transformować w istoty dwunożne z kosmosu nie chcą i przemiany konsekwentnie unikają.

A to nagle Dziedzic od rana jęczy, że żużla mu trza jak studentowi wikipedii.

No to poszliśmy i zanim weszliśmy na trybuny, wyszła na jaw przyczyna obecności potomka na meczu. Otóż kolega z przedszkola posiada nabytą przy okazji jakiegoś meczu miniaturową figurkę Tomka Golloba i figurkę ową okazał na zajęciach, co strąciło Dziedzica w bezdenną otchłań rozpaczy, gdyż bez figurki poczuł się jak ostatnia pierdoła pozbawiona podstępnie czci i honoru. Stąd też pożądanie speedwaya.

Niestety tego popołudnia Dziedzic został z bezdennej otchłani rozpaczy wypchnięty i spadł jeszcze niżej, gdyż akurat miniaturowych Gollobów nie sprzedawano i cała wyprawa wzięła w łeb, a Dziedzic przybrał taki wyraz twarzy, że najbardziej hardzi kibole schodzili mu z drogi i kłaniali się grzecznie nerwowo mnąc w dłoniach kominiarki*

Potomek frustrację swą postanowił rozładować realizując się artystycznie. Odebrał mi aparat i stworzył krótki reportaż zatytułowany "O jakżeż trudno zrobić ostre zdjęcie długim zoomem szybko mknącym zawodnikom", co nieomal zakończyłoby się kolejnym runięciem w otchłań rozpaczy (bezdenną), ale pokazałem mu jak podejść do tematu i nawet coś mu się udało uchwycić.

A miniaturki Golloba kupię we wtorek. Dwie, bo okazało się, że Potomka też jest zobowiązana posiadać egzemplarz w obronie czci i honoru.

 

* Generalnie to na żużel nikt w kominiarce nie chodzi,  ale gdyby chodził i był kibolem, to z pewnością tak by się zachowywał.

22:01, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 marca 2010

Jak wiadomo obsesyjnie dbam o utrzymywanie najwyższego stopnia sprawności fizycznej, co objawia się tym, że chętnie sobie z każdym na temat aktywności ruchowej porozmawiam.

- A ostatnio to na basenie znajomy widział chłopaka, który w skarpetkach pływał – powiada mi dziś znajoma podczas omawiania zalet wstawania o świcie i pływania przez sen (ja to bym się wodą z basenu przykrywał).

- Łomatko, może woda była za zimna – dziwię się niezmiernie – Ja to bym się na widok takiego egzemplarza prawdopodobnie utopił ze śmiechu, zwłaszcza jakby czarnymi skarpetami pruł wodę.

- Ano, to tak samo śmieszne, jak ludzie pływający w normalnych okularach, hahaha!

Tu twarz mi stężała, oczy zamieniły się w dwa śmiercionośne sztylety, którymi zacząłem filetować rozmówczynię.

- Co masz do ludzi pływających w normalnych okularach?

- Zasadniczo nic – zorientowała się, że ma przed sobą torpedę zazwyczaj przełamującą fale szkłami korekcyjnymi, ale już było za późno, gdyż szarża została rozpoczęta.

- Czy ty wiesz, że ja mam – 5 i bez okularów zaczynam hamować, jak opieram się nosem o przeszkodę? Chcesz, żebym się o koniec basenu zabił płynąc żabką? A jak ja bym z przebieralni w ogóle na basen doszedł bez okularów? Ratownik by mnie chyba za rękę przyprowadzał i wpychał do basenu, a ja bym już sobie po przekątnej, przecinając wszystkie tory, zapierdzielał aż do wyczerpania, bo bym nigdy drabinki nie znalazł. Bez pomocy to bym pewnie po omacku z przebieralni w samych slipach do hali z kasami doszedł i skoczył na bombę z kontuaru do szatni! Jak to sobie wyobrażasz?

Nie wiem, jak sobie wyobrażała, ale ja na basen już na pewno nie pójdę, skoro pływak w okularach budzi taką samą wesołość, co rzucający wyzwanie delfinom chłopaczyna w skarpetkach.

15:23, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (13) »
środa, 24 marca 2010

To ja się nie wysypiam i to ja powinienem siedzieć rano w łazience i lać łzy nad szczotką do zębów. Ale ubiegła mnie dziś Potomka i z nieznanych przyczyn ryczy jak sektor kiboli  odmawiając szczotkowania.

- A dlaczego nie chcesz myć zębów?

- Bo... ja... nie... mooOOOOoooOOOOogę!

- No ale jakże to tak? Ze śmierdzącym uzębieniem pójdziesz do przedszkola?

- Ja... nie... chcę... ze... śmieeeEEEeeeEEEEeeerdząąąącyyyym!

- No to szoruj. Zobacz, zęby chcą być umyte. Ten nawet macha ręką, pierwszy się doprasza! Weź od niego zacznij, bo zaraz z buzi wyjdzie...

Potomka pochlipując zaczyna masować siekacza.

- O, ten też chce! Chyba pozazdrościł!

Potomka poszerza terytorium szczotkowania, aczkolwiek lico nadal ma pochmurne.

- O, a tamten z tyłu to już nie może od smrodu wytrzymać, nos zatyka. Weź go szczotką pociągnij po grzywce.

Odnoszę połowiczny sukces, bo Potomka się rozchmurza. Połowiczny, bo parska śmiechem, a chmura drobin pasty osiada mi na czarnym garniturze.

Trochę trwa ponowne doprowadzenie do jednolitej czerni, bo do promowania garniturów-marmurków nie mam przekonania.

20:50, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 marca 2010

Płyt zmieniających historię muzyki ostatnio jak na lekarstwo, choć nie można wykluczyć, że po prostu nie dostrzegamy ich wpływu. Obrodziło natomiast w świetne piosenki, które opętańczo nucę, ze szkodą dla środowiska naturalnego i przypadkowych przechodniów.

W pracy słucham sobie Radia Euro. Normalnie słuchałbym Trójki, ale z nieznanych przyczyn w moim pięknym mieście fale Trójki są mocno stłamszone i nawet na dużej wysokości ciężko je uchwycić pudełkiem z głośniczkami (słuchanie w sieci z przyczyn technicznych jest niemożliwe). Frustrujące jest to, że ostatnio wjeżdżając na podberlińskie lotnisko Schonefeld ze zdziwieniem odnotowałem, że nadal słucham Trójki, a po naszej stronie granicy miewam z tym problem. Wracając do Radia Euro. Grają niezłą muzykę, omijającą szerokim łukiem główny nurt, a raczej ściek wylewający się z playlist innych stacji. Mają jednak potworną wadę - grają muzykę, ale nie mówią, co też nam zagra lub zagrało.

Z tego też powodu od kilku dni nuciłem sobie pewną piosenkę nie wiedząc, kto mnie tak za ucho schwytał, aż w końcu któryś z prezenterów rzucił nazwę i mogłem przeszukać sieć w celu pozyskania informacji o płytach grupy Babilon. Przyznam, że szło mi ciężko i pewnie bym się straszliwie wściekł, gdyby nie przypadkowo znaleziona wieść o nowej płycie grupy Pawilon. Wtedy już poszło łatwo.

W latach 80-tych istniało coś takiego jak scena trójmiejska. Zespoły wywodzące się z Trójmiasta brzmiały i grały zupełnie inaczej, niż reszta Polski, co tłumaczono tym, że dzięki wsparciu marynarki handlowej dostęp do nowych płyt jest tam łatwiejszy, więc i inspiracje są świeższe i inne. Nie wiem, czym tłumaczyć fakt, że Trójmiasto nadal wydaje na świat oryginalne grupy, bo w dostawy płyt z frachtowców to ja nie wierzę. Czyżby legendarny jod?

A poniżej do odsłuchania przeklęta piosenka Pawilonu, którą nucę, a i noga mi przy niej podskakuje, co niebawem stanie się zapewne przyczyną wybicia sobie zębów.

Ku zadowoleniu środowiska naturalnego i przypadkowych przechodniów.

12:46, wawrzyniec_prusky , Muzyka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 18 marca 2010

Uwierzyłem, że to już wiosna.

Spojrzałem na Buraczanego, którego buraczaność zniknęła wiele tygodni temu pod sinoburą warstwą bagna zmieszanego z solą, ulitowałem się, pojechałem na myjnię. Pod strumieniem ciepłej wody od karoserii odpadały płaty  brudu rozmiarów i grubości płyt tektonicznych, które niemal pozatykały odpływ wody. Biczowałem strugami wody kule błota, spod których nieśmiało zaczęły wystawać dywaniki. Na koniec zachwyciłem się urodą lakieru, któregom dawno nie widział.

Potem zaparkowałem na parkingu pod tarasem.

Potem ktoś spłukał z tarasu pół Wieliczki, którą zmielono i posypywano trakty piesze przez ostatnie miesiące.

Potem przyszedłem ja i przestałem wierzyć w wiosnę.

Potem pojadę na myjnię, żeby nie prowokować losu.

*

Nie przepadam za Muse, nie dołączam się do milionów zachłystujących się ich graniem, ale muszę im oddać, że ten numer z ostatniej płyty to rewelacja. Wgryza się w ucho.

21:07, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3