wtorek, 28 czerwca 2011

Z mapy wynikało, że do Aalborga w Danii mamy 899 km. Dobrze, że nie 900, bo bym się nie zdecydował. W każdym razie oczywistym było, że zanim dojedziemy do Kołbaskowa, dzieciaki będą pytać, czy to już Dania i zaczną wysiadać w trakcie jazdy.

Potrzebowaliśmy taktyki. Potrzebowaliśmy Napoleona podróży. Potrzebowaliśmy mnie.

Strategia była taka: Wstajemy o 4.00, przerzucamy śpiące dzieciaki do samochodu i startujemy z piskiem opon. Przy dobrych wiatrach, jeśli śpią do 9.00, jesteśmy już co najmniej w połowie drogi. Wtedy dajemy im śniadanie i mocne piwo do popicia, żeby znów zasnęły. Ostatniego punktu MŻonka nie zaakceptowała, nie wiedzieć czemu.

Początkowo wszystko szło zgodnie z planem. Młodzież przycinała komara w najlepsze, a my pruliśmy na północny zachód. Po godzinie strategia zawiodła. Młodzież się obudziła, zeżarła połowę prowiantu i zapytała, czy to już Dania zanim przejechaliśmy granicę z Niemcami.

Minąwszy kreskę graniczną docisnąłem gaz a buraczany zamienił się w ognistą kulę mknącą przez germańskie równiny i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden drobny element planu, którego nie wziąłem pod uwagę. Zapomniałem o świętej zasadzie. O elementarnej prawdzie. Najpierwszym przykazaniu.

Azaliż kto o 4.00 obudzon jest, ten niewyspan jak jasna cholera jedzie.

I w ten oto sposób autostrada z dwupasmowej zrobiła się czteropasmowa, a potem sześciopasmowa. Zamrugałem oczami, zdzieliłem się w policzek i cztery pasy zniknęły. Zjechaliśmy na parking.

- Daj poduszkę, muszę przymknąć na chwilkę oczy – poinformowałem MŻonkę – Idźcie pospacerować po okolicy.

MŻonka rozejrzała się. Asfaltowy prostokąt parkingu otoczony był po horyzont chaszczami, ze znikomą ilością ścieżek spacerowych. Ten problem już mnie nie interesował, gdyż odpłynąłem i nie słyszałem komentarzy mojej ukochanej, która właśnie obliczyła, że przejechaliśmy niecałe 200 km, co oznacza, że 700 jest wciąż przed nami.

Krótka drzemka uczyniła cuda. Obudziłem się, powstałem z popiołów, docisnąłem gaz i wystrzeliłem ku Skandynawii. Zahamowałem, żeby rodzina wsiadła. I znów wystrzeliłem.

Przejazd niemieckimi autostradami to nuda i w niczym nie może się równać ze znanymi z Polski próbami przeżycia na drodze, walkami z ciężarówkami, próbami wyprzedzania na siódmego, wyzwiskami, lżeniem, jazdą z wciśniętym non stop klaksonem. Przejechałem przez Niemcy i tylko raz jakiś pierdołowaty miejscowy władca szos władował się przede mnie zmuszając mnie do zahamowania, ale potem wykonał zestaw przepraszających gestów i spodziewam się wkrótce dostać od niego pocztówkę z pozdrowieniami i prośbą o wybaczenie.

Wjechaliśmy do Danii, nakierowałem buraczanego na północ i ruszyliśmy w ostatni etap podróży.

50 km przed Aalborgiem spadł na mnie kryzys i dostałem oczopląsu, ataków śpiączki i halucynacji. Zwolniłem do nieprzyzwoitych 80 km/h, choć biorąc pod uwagę spowolnienie reakcji powinienem zredukować prędkość jeszcze o 80. Tymczasem do celu zostało 46 km. Rozważyłem drzemkę, ale 44 km przed Aalborgiem pomysł wydał się być absurdalny. Zwolniłem uznając, że przy 50 km/h mogę drzemać. MŻonka zagadywała mnie, a ja odpowiadałem jej przy pomocy pomrukiwań i chrapnięć. Stwierdziłem, że jednym otwartym okiem łatwiej ogarnąć sytuację na drodze.

Sytuacja nieuchronnie zmierzała w stronę katastrofy. W przypływie geniuszu przyspieszyłem do 130 km/h (powyżej 130 km/h w Danii rozstrzeliwują), doznałem przypływu adrenaliny, która przeczyściła zaczopowane śpiochami żyły i zacząłem odzyskiwać wzrok. Zaczęliśmy czytać napisy na tablicach i stwierdziliśmy, że brzmi to jak monologi Szwedzkiego Kucharza z Muppetów, co dodatkowo rozbudziło mnie intelektualnie. Dzięki temu zrywowi dotarliśmy do celu, przywitałem się z rodziną, poszedłem do pokoju, odbiłem się obunóż, wzbiłem w przestworza, rozłożyłem ręce i lotem koszącym spadłem w pościele zasypiając przed uderzeniem w poduchę.

13:00, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (15) »
środa, 22 czerwca 2011

Uwaga. Notka zawiera niekropkowane słownictwo.

Dziś dobiegł końca pierwszy rok edukacji Dziedzica. Nie rozpisuję się na ten temat, żeby go niechcący nie skrzywdzić niebacznym zdradzeniem wstydliwych faktów, ale słowo podsumowania zaryzykuję opublikować.

Nie jest syn mój wielkim entuzjastą obowiązku szkolnego.

Z przyswajaniem wiedzy nie ma najmniejszych problemów, ale każde wyjście do szkoły jest dlań ciężką próbą charakteru. Czasem doznaje gwałtownych porannych ataków bólu brzucha, gardła, płaskostopia i innych schorzeń uniemożliwiających wyjście, ale nasza rodzicielska obojętność niweczy jego niewyszukane próby uniknięcia szkoły. Idzie zatem przygarbiony, powoli, ciągnąc za sobą dwutonowy plecak.

W tym miejscu dziękuję wszystkim, którzy dołożyli swoją cegiełkę do tego plecaka. Po 6 latach ciągania za sobą tego plecaka dziecina moja powinna wyglądać jak Conan po kilku latach niewolniczego kręcenia kołem i będzie dobrym materiałem ma bramkowego karkonosza. Chyba zablokuję mu kółka w plecaczku, żeby wymusić dźwiganie.

Poza niechęcią do współudziału w dziele edukacji syn mój wykazuje także niechęć do jakichkolwiek zajęć dodatkowych. Podobało mu się harcerstwo, ale ze zbiórek wychodził z ulgą. Podobała mu się plastyka, ale uczęszczania odmówił. Poszedł na trening piłki nożnej, ale na boisko nie daliśmy rady go wepchnąć. Został Jurkiem Dudkiem dziecięcego futbolu.

Nauczył się kilku pożytecznych rzeczy oraz jeszcze większej ilości zbędnych, choć mam problem z oceną, czy znajomość wachlarza grubych przekleństw jest umiejętnością pożyteczną, czy też nie. W każdym razie dialogi bywają trudne.

- Tato, a X powiedział dziś do mnie „Weź spierdalaj!”

 - X to osioł, nie zadawaj się z nim. I nie mów „spierdalaj” bo to brzydkie słowo.

- Ja wiem, nie mówię „spierdalaj”, to chłopaki mówią „spierdalaj”.

- Ty nie spie… tfu, ty nie mów „spierdalaj”.

- A co oznacza „spierdalaj”.

- Odejdź, ino niezwłocznie.

- Czemu?

- Nieważne.

- A Y powiedział mi co to znaczy CHWDP, powiedzieć ci?

- Wiem, nie mów. I nie powtarzaj tego.

- Bo on mówi, że to znaczy…

- Nie mów, wiem. Nie musisz powtarzać.

- Ale Y każe mi to powtarzać.

- Niech spierdala. Ty nie powtarzaj.

A to dopiero pierwszy rok.

 

*****

Weekend spędziliśmy wspólnie z Murronami omawiając ważkie problemy tego świata, co zaowocowało dość przerażającym odkryciem.

- A nasz młody to poguje, jak jakiś punk włączymy.

- A moi to namiętnie Kultu słuchają, niektóre numery Iron Maiden, generalnie rock im podchodzi.

- Nasz też lubi metal.

- A co będzie, jak mając lat naście odetną się od tego, co im rodzice wtłoczyli w uszy i w ramach buntu pójdą w ostre, brokatowe, bezkompromisowe disco. Zapuszczą wąsy, długie włosy z tyłu i będą chodzić w mokasynach? No bo przecież na punk-metalowo się nie zbuntują, nie?

Dało do myślenia.

14:57, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (12) »
piątek, 10 czerwca 2011

MŻonka zgłosiła, że spędzam z nią za mało czasu i realizuję rozpad rodziny, więc zobowiązałem się, że piątkowy wieczór spędzimy razem.

Nie wiedziałem, że wpadam w sidła.

Opole.

Nienawidzę.

A zatem rozpoczynam relację live, żeby oszczędzić MŻonce moich komentarzy, gdyż ją to lekko wyprowadza z nerw.

20:46 Gdzieś tam w Warszawie na scenę wbiegają staruszkowie z Iron Maiden.

- Dlaczego nie pojechałeś - pyta MŻonka.

- Nie wiem - odpowiedam i naprawdę nie wiem. Siedzę zatem i oglądam Kombii grające cover Depeche Mode. Nienawidze Kombii, ale odnotowuję ładne solo gitary w "Black and White". Ale gdzieś tam Maiden jedzie z "The Trooper". Ja siebie nie rozumiem...

20:53 Cóż za koncept! 25 lat Teleekspresu w kontekście prezydencji Polski w UE, co uzasadnia śpiewanie po angielsku na ten przykład Waka Waka! Genialne. Dodałbym jakieś przerywniki o gotowaniu i konkurs rzutu piłką lekarską.

20:57 Reszczyńskiego zapewne kurtuazyjnie nie zaproszą. Z kronikarskiego obowiązku: Maryla nie powinna śpiewać po angielsku, pani z Blue Cafe powinna wziąć lekcje występowania na żywo od uczestników Mam Talent. Teraz pokaz odjazdowej mody chłopięcej pod nazwą Afromental. Mam za mało whiskey, żeby przetrwać do reklam. 

21:02 Żeby nie było, że nic mi się nie podoba w Opolu. Podoba mi się to, że MŻonka prztargała do domu po kebabie i wiadereczko lodów śmietankowych. Do tego ruda z kolką i zanim wejdzie Piasek dostanę zapaści. 

21:08 Oj, nie zdążyłem. Piasek wszedł. Razem z Piaskiem nonszalancki uśmiech Piaska. Zmieniam proporcje rudej i kolki dolewając rudej.

21:14 Powinni Piaskowi zapgrejdować ruchy sceniczne, bo ma już starą wersję. Zszedł. Seria ciężkich żartów prowadzących. Materiał filmowy przedstawiający Teleekspresistów jako przefajnych jajcarzy. Wchodzi jajcarz Sierocki. Wchodzi Rynkowski. Ruda wchodzi mi coraz łatwiej.

21:19 Z jednej strony dobrze, że każdy ma ledwie z 10 minut na zaprezentowanie wiązanki skrótów fragmentów twórczości i to pozwala mi się otrząsnąć, a z drugiej strony ledwo zaczęli, to już zapowiedzieli koniec koncertu. Słuszna koncepcja. Teraz kilkadziesiąt minut reklam banków.

21:24 Bateria w laptopie mi się rozładowuje, więc nie wiem, czy będę kontynuował. Pełen niepokoju oczekuję na ciąg dalszy. Wszystko dla zintegrowania rodziny!

21:39 Przez chwilę wierzyłem, że macki Opola są długie, bo nie mogłem zalogować się do bloga. Okazało sie, że usiłowałem się logować do cudzoego blogaska. Opole, wracam!

21:40 MŻonka zapytuje:

- Dlaczego nie pozmywałeś sztućców?

Nie przyznam się, że to przemyślana taktyka. Jak będzie rzeźnia, to poderwę się i z krzykiem "O sztućcach zapomniałem!" wybiegnę.

Tymczasem na scenie Janowski zapowiada Acid Drinkers. Kowalska śpiewa Republikę. Czyżby mogło być jako tako?

21:46 Szału nie ma, ale przynajmniej ucha nadstawiam. "Arktyka" to taki numer, że nawet na okarynie intryguje.

21:50 Staszek S. zaczął śpiewać o Warszawie i wywołał u mnie ból tyłka, bom ostatnio jechał do stolicy samochodem i dzięki dzielnej postawie drogowców trwało to dób (ew. dup - do wymiany) 

21:55 Superfigurkę za superwykonanie superpiosenki superotrzymała superKasia superKowalska! Super!

22:01 Anna Wyż Koni wprowadziwszy mię w śpiączkę. Dajcie sole trzeźwiące, bo Markowskiej nie przetrzymam!

22:06 Muzycy Markowskiej gną się jakby grali "Give It Away" Red Hotów, a z głośników leci jakiś smętny piard o rozstaniu. Dziwne zjawisko. Super-superancie-supecuś dostała Wyszkoni i zasnęła.

22:10 Acidom występ w Opolu niewątpliwie był potrzebny do... eee .... hmmmm .... Ale zagranie fragmentu z "Infernal Connectiom" dla przyspieszenia przemiany materii było urocze. Dać im superszatanka!

22:15 Ciekawe z jakiego źródła grupa Manchester czerpie środki utrzymania, no bo chyba nie z grania muzyki. Drogie hobby taka kariera.

Afromental wręcza superszatanka Acidom, lecz myli się i podąża z posążkiem do Manchesteru. Jest surrealizm, jest zabawa!

22:20 Ewa Farna zasługuje na nagrodę za najładniejszy satyw do mikrofonu. Jest też odrobinę urodziwsza od Acidów, więc należy jej się Superrenta Jedynki i odesłanie do Rezerwy Artystycznej Narodu.

22:25 Lateksowy Edward Nożycoręki łudząco podobny do Maryli śpiewa "Cichą wodę". A ja myślałem, że Acid na opolskiej scenie wygląda dziwnie. Gdzież się podziała niegdysiejsza Wielka Piosenkarka? Upijam się na smutno. Niechaj mi zaśpiwo Wyszkoni.

22:35 Supernagrody w superkoncercie rozdano, napisy spadły jak gilotyna. Podobno jeszcze będzie jakaś część, ale już beze mnie, gdyż łoże na mnie oczekuje. Dobranoc Państwu.

20:48, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (23) »
poniedziałek, 06 czerwca 2011

Na este ąte urodziny sprawiłem sobie obiektyw Samyang 8 mm, czyli coś, co nazywane jest rybim okiem. Kąt widzenia tegoż szkła to 180 stopni, więc robiąc zdjęcia muszę wciągać brzuch, a i tak trampki wchodzą mi w kadr. Sporo z tym zabawy, wyrywamy sobie aparat z rąk, bo dziwaczne rzeczy pojawiają się w okienu. Młodzież tłucze dziesiątki portretów i pokłada się ze śmiechu, jak zaś powoli przypominam sobie, jak się robi zdjęcia ustawiając wszystko ręcznie, bo ten wredny typ nie chce pracować sam.

23:05, wawrzyniec_prusky , Fotografia
Link Komentarze (9) »
środa, 01 czerwca 2011

Nie pisałem o pracach i wręczeniu różowiuśkiej gitary hello kitty, bo chciałem żeby pliki mówiły, nie słowa, ale skoro się dopytujecie, to w kilku zdaniach opiszę.

Prace w mrokach piwnicy trochę trwały, ale ostatecznie gitara z czerni przeszła w róż, dostała kilka naklejek, nowe struny, delikatne szlify progów. Okazało się, że choć instrument jest raczej z dolnej półki, to da się na nim zagrać i mieć z tego przyjemność. Ponieważ Dzień Dziecka przyspieszyliśmy o kilka dni, gitarę wręczono w niedzielę i od razu przystąpiliśmy do tworzenia repertuaru na dwie gitary i automat perkusyjny z komputera.

Jest ostro, mroczno i apokaliptyczno. Pachnie siarką.

Ja jazdę z prostymi akordami, Potomka robi zgiełk, doklejamy do tego tekst i powstaje z tego coś w stylu wczesnego Pixies na psychotropach. Na razie mamy jedną kompozycję pod roboczym tytułem "Pada deszczyk", w której Potomka śpiewa i wykorzystuje całe wiosło ze szczególnym wykorzystaniem wajchy, ale mamy kilka pomysłów na nowe kawałki, między innymi na balladę i Michale Płociu i kilku jeszcze fikcyjnych bohaterach ostatnich dni.

Chciałem wstrzymać się z pisaniem o tym, aż będzie jakiś wideoklip, ale trochę nam się praca w studio przedłuża.

Poza tym Potomka musi dzielić karierę muzyka z karierą tancerki. Otóż zespół, który już Państwo mieli okazję widzieć w akcji, jako grupa początkująca bierze udział w różnych przeglądach i festiwalach. Zapadła więc decyzja, że choć szans nie mają  żadnych, może warto było by, aby dziewczęta wzięły udział w powiatowych eliminacjach, żeby otrzaskać się ze sceną i przyzwyczajać do tego typu imprez.

Tak się otrzaskały, że wygrały i awansowały do eliminacji na poziomie wojewódzkim.

Zapadła więc decyzja, że choć szans nie mają  żadnych, może warto było by, aby dziewczęta wzięły udział w wojewódzkich eliminacjach, żeby otrzaskać się ze sceną i przyzwyczajać do tego typu imprez. Wynajęto autobus i pojechały.

Tak się otrzaskały, że wygrały i awansowały dalej.

Czekam, aż będą szukali rodziców do wyjazdów zagranicznych.

21:27, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (8) »