czwartek, 30 września 2010

Największe tornado jest przed lekcją tańca. Wszystkie te niewinne dziewczątka przychodzą na zajęcia pokornie trzymając rodziców za rączkę, oczęta skromnie spuszczone, lico niewinne. Potem ubierają ten swój różowy rynsztunek i wstępuje w nie Belzebub - zaczyna się jatka na korytarzu przed salką do tańca.

Dziś, pomijając tradycyjne figury taneczne, wyścigi i tarzanie się, do programu obowiązkowego doszło robienie gwiazdy, co w wykonaniu pięciolatek wygląda jak wierzgnięcie chudymi odnóżami dolnymi przy jednoczesnym oparciu rąk na podłodze. Brak luster na korytarzu sprawia, że każda z nich w mniemaniu własnym figurę ową wykonuje brawurowo i z klasą.

Widząc tuzin wierzgających koleżanek Potomka także postanowiła nauczyć się gwiazdowania. Lekcja była krótka, a główna nauka, jaka z niej wypłynęła brzmi: jak chcesz zrobić gwiazdę na śliskiej posadzce, to uważaj żeby ci się ręce na boki nie rozjechały, bo plaśniesz buźką o grunt.

Odgłos plaśnięcia był naprawdę nieprzyjemny, poleciało trochę łez, ale twarz zachowała symetrię, bo plaskało głównie czoło, co uchroniło nos i zęby. Prawdziwej hard różowej dancing queen takie drobiazgi nie zrażają.

 

*****

 

Podczas lekcji tańca i w chwilach wolnych czytuję:

Jack Womack - Chaotyczne akty bezsensownej przemocy - niepokojąco realnie brzmiąca powieść o niedalekiej przyszłości, w której Nowy Jork i znaczna część USA z powodu kryzysu pogrążaja się w chaosie. Na tym tle nastolatka z "dobrego domu" zamienia się w szukające zemsty na świecie zwierzątko. Niemal mocne, bo momentami nużące.

Przemek Jurek - Kochanowo i okolice - nieco zaawansowana wiekowo deathmetalowa kapela ze wsi Kochanowo otrzymuje propozycję zagrania na dożynkach przed Kombii. Stawką jest kawałek grosza do zarobienia i szansa wypromowania się za cenę ugięcia karku i złagodzenia repertuaru. Zaczyna się nieźle, główny bohater wraca myślami do lat 80-tych i handlowania plakatami z "Nowej wsi" i puszkami po piwie. Może być zabawnie.

Mariusz Czubaj - 21:37 - ostatnio byłem na spotkaniu z autorem, który okazał się być fajnym gawędziarzem i ochoczo dzielił się ze zgromadzonymi swoimi przemyśleniami na temat kryminału jako gatunku. Uznałem, że warto sprawdzić, co Czubaj napisał bez Krajewskiego i nabyłem tanią używkę. Czeka w kolejce.

Nagrody A. Zajdla 2008 - przeczytałem opowiadania. "Kto napisał Stanisława Lema" Dukaja to popis inteligencji autora, ale najlepszy pomysł miał Andrzej Miszczak z "Harpunnikami"

Nadal słucham "Majora". Dla Marcina Ciszewskiego powinni utworzyć nagrodę Nike w kategorii "Opis sceny batalistycznej" i wręczyć mu uroczyście jakąś spiżową armatkę.

Wilq - Siedem dziur dla kominiarza - krótka lektura, ale treściwa. Warto przejrzeć dla takich tekstów jak "To nie jest krój dla starych ludzi". No i urocza historia o blogerach, którzy terroryzują Warszawę żądając opublikowania ich notek w formie książek w twardej oprawie. Moje są w miękkiej, więc mnie to nie dotyczy.

23:01, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (4) »
środa, 29 września 2010

Dziś krótki wpis, bo nie każdy śledzi mnie na Facebooku, a idea jest godna polecenia i każdemu miłośnikowi dźwięków wszelakich przygnie kolana do ziemi jak posłucha mushup'ów Wax Audio. Generalnie polega to na zręcznym zmiksowaniu kilku kawałków, dzięki czemu powstaje Metallica ze Stevie Wonderem na wokalu, Miles Davis, King Crimson, Dead Can Dance, Public Enemy i Angus Young urządzają sobie sympatyczny jam, a Iron Maiden graw stylu Bollywood. Istne szaleństwo, ale uszu oderwać nie mogę. Jest śmieszno i fajno. Autor na swojej stronie udostępnia swoje prace, można więc ściągnąć i rozkręcić każdą imprezę. Niektóe tytuły utworów mówią same za siebie: Stayin' Alive in The Wall, Metallica Goes to Punjab, Sad But Superstitious.

 http://www.waxaudio.com.au/downloads/mashopolos.html

http://www.waxaudio.com.au/downloads/mashopolos2.html

Genialne. Na zachętę obrazki zmontowane do tych tworów.

 

21:12, wawrzyniec_prusky , Muzyka
Link Komentarze (4) »
niedziela, 26 września 2010

Tak jak jest sprawiedliwość na tym świecie, tak i jest równowaga.

Zyskanie czasu na czytanie książek w trakcie lekcji tańca bez żadnych kosztów zdawało się być nierealne, czekałem więc tylko na cios. Nie musiałem wyczekiwać zbyt długo.

Potomka powróciwszy z tanecznej orgii zaczęła przybąkiwać coś o piosence, do której pląsał szczerbaty gang. Na podstawie strzępów tekstu MŻonka rozpoznała dzieło zatytułowane "Laleczka z saskiej porcelany". Obie panie rzuciły się do komputera, błyskawicznie odnalazły dzieło i odtworzyły.

Potomka zapowietrzyła się z zachwytu.

Potem ponownie je odtworzyły.

Potomka dostała wypieków na twarzy.

Więc jeszcze raz odtworzyły.

Potomka zaczęła zapamiętywać fragmentu tekstu.

Zatem jeszcze raz odtworzyły.

Potomka zaprezentowała kroki.

Znalazły repeat.

Potomka uniosła się na metr nad podłogę.

Repeat zrobił swoje.

Dostałem wylewu żółci do mózgu, skuliłem się w kłębek i zacząłem ssać kciuk.

Repeat - sru.

Sturlałem się na podłogę i podrygując odczołgałem się do toalety.

Repeat regularnie walił salwami "Laleczki..."

Rytmicznie stukałem głową o umywalkę.

Potomce nadmiar szczęścia uchodził uszami z głośnym gwizdem.

 

 

W zastępstwie "Laleczki z saskiej porcelany" (Jacku Cyganie - wisisz mi beczkę whisky) - laleczka nieodżałowanej Republiki.

20:38, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (11) »

Jestem szczęśliwy, bo jest sprawiedliwość na tym podłym świecie.

Gdyby się nie udało, Tomek Gollob byłby jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym zawodnikiem w historii żużla, który nigdy nie zdobył mistrzostwa świata i jeszcze do niedawna wydawało się, że czasy fenomenalnej formy z przełomu wieków minęły już bezpowrotnie.

Wyznaję uczciwie. W latach 90-tych gwizdałem na niego tak, że miałem ciemne plamy przed oczami z braku powietrza, ale i on robił wiele, żeby wywołać nienawiść wszystkich, poza kibicami bydgoskimi. Był nieznośnym bufonem, prowokatorem i arogantem. Wrogiem niemal wszystkich kibiców i zawodników.

Jak słychać ten cios Boyca wymierzony w zęby Golloba wywołał owację publiczności. Też uważałem, że mu się należało.

Gwizdanie i mroczki przed oczami nie przeszkodziły mi jednak zobaczyć, że na torze to geniusz. Na żużel chodzę od lat trzydziestu i miałem to szczęście, że regularnie oglądałem Jancarza, Plecha, Rembasa, Huszczę, Jankowskiego i zagranicznych bogów tego sportu - Nielsena, Pera Jonssona, Rickardsona i wielu innych. Wszyscy byli fenomenalni, szybcy i agresywni, ale żaden nie potrafił poruszać się po torze jak Gollob. Podczas gdy inni walczą z wypychającą ich na zewnątrz siłą odśrodkową, szukają szybkiej ścieżki, wyłamują rozpaczliwie motocykle na łukach, Tomasz jest przez tor po prostu niesiony w sposób dla innych nieosiągalny. Tam gdzie inni się poddają, on znajduje opcję niemożliwą do zrealizowania i przechodzi do historii dokonując niemożliwego.

 

Można było go nienawidzić za to, jak holował w wielu wyścigach swojego brata Jacka blokując ścigających ich przeciwników, ale kto potrafi jechać jednocześnie szybko i jednocześnie zmieniać tor jazdy, zygzakować i wyczyniać akrobacje na motocyklu, które dla innych zakończyły by się solidną glebą.

Można było zarzucać mu niebezpieczną jazdę, gdy w pierwszym sezonie Grand Prix w trakcie wyścigu odpychał lewą ręką Gustaffsona, bądź w trakcie ligowego meczu wychodząc spod taśmy chwytał kierownicę Rickardssona, by odepchnąć go do tyłu i wystrzelić do przodu.

 

Podziwiałem, umiejętności, cieszyłem się z jego porażek.

Potem nagle Tomasz się zmienił, przestał walczyć ze światem i skupił się na ściganiu, otworzył na innych ludzi. Niechęć zaczęła znikać i ja też zacząłem ściskać za niego kciuki. Nagle dyskusja o tym, kto jest najlepszy w Polsce straciła sens, bo gdy inni polscy zawodnicy potrafili kąsać zagraniczne gwiazdy, Tomek wygrywał pierwsze Grand Prix we Wrocławiu i w kolejnych sezonach zaczął marsz do mistrzostwa, przerwany przez zupełnie niepotrzebny wypadek, który odebrał mu mistrzostwo.

Potem ktoś wpadł na pomysł układania sztucznych torów i szanse na mistrzostwo zaczęły się oddalać wraz z kolejnymi nieudanymi szarżami po zewnętrznej, które przestały być skuteczne.

Kiedy 2 lata temu Tomek trafił do drużyny gorzowskiej szczerze się ucieszyłem, nie tylko dlatego, że gwarantował solidną liczbę punktów, ale dlatego, że jego obecność w drużynie gwarantowała wyższą jakość całego zespołu. Oglądając go w kolejnych meczach utwierdziłem się w przekonaniu, że oglądam najlepszego zawodnika świata, którego porażki są sensacją, bo żaden, nawet najbardziej utytułowany przeciwnik nie jest w stanie poruszać się na motocyklu z taką swobodą, jak Gollob.

Dlatego cieszę się jak dziecko, że w końcu dziś się udało i ten pytany coraz częściej o emeryturę facet pokazał, że właśnie zaczyna kolejny raz rozpędzać się na dobre. Powinien być mistrzem świata co najmniej kilka razy, ale wcale nie jestem pewien, czy jeden tytuł mu wystarczy.

Czapki z głów. Jeden z najwspanialszych sportowców, jakich widziałem.

 

 

01:22, wawrzyniec_prusky , Sport
Link Komentarze (12) »
czwartek, 23 września 2010

Zyskałem trochę czasu dla siebie.

Dwa razy w tygodniu po godzinie. Gnam po pracy, żeby zdążyć. Przebieram Potomkę w różową kreację i wpycham w równie różowy tłumek podjaranych do czerwoności (ewentualnie do intensywnej różowości) pięciolatek. Średnia ilość zębów to jeden na dwie, ale uśmiechy nie schodzą im z twarzy. Trzeba być czujnym, bo podczas rozgrzewki można wyłapać niezłego kopa, albo dostać z banieczki, a pięciolatka ma banieczkę na bardzo niebezpiecznej wysokości dla dorosłego mężczyzny. Dla własnego bezpieczeństwa wpycham więc Potomkę w tłumek, który jest zasysany do sali, gdzie odbywa się lekcja tańca. Chciałbym zobaczyć to wydarzenie, ale pancerne drzwi są zatrzaskiwane przed nosami zainteresowanych rodziców i pozostaje oczekiwanie.

Osobiście preferuję oczekiwanie w pozycji półleżącej w samochodzie z włączonym radyjkiem i książką w ręce. Pracuję nad wynalezieniem produktu drinkopodobnego, ale póki co nie odnalazłem odpowiedniej receptury. MŻonka próbuje wmanewrować mnie w zakupy w czasie tej wspaniałej godziny, ale bez walki nie oddam.

Nie sądziłem, że kiedyś to powiem.

Kocham taniec.

21:07, wawrzyniec_prusky , Dziennik
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3